Czy w okresie zimowego dokarmiania stworzeń zdajecie sobie Państwo sprawę ze zwierzęcego magnetyzmu orzechów włoskich? To popatrzcie jak one przyciągają wiewórki, wrony, psy. I ludzi.
Spostrzeżenie to dopadło mnie w czasie świąt zbieżnym z czasem tęgich mrozów.
Otóż święta to dla mnie pora robienia piernika, oczywiscie maksymalnie nadzianego orzechami włoskimi. Piernik takowy wykazuje ogromną siłę przyciągania pełnoletnich i nieletnich członków rodziny. To pierwszy dowód na magnetyzm orzechów włoskich. Pozostałe (dowody) znajdowałam na balkonie, gdzie ustawiłam skrzynię z tymiż orzechami. Ogrodowe drzewo nawet w złych latach sypie bowiem orzechami na potęgę, co pozwala obdzielić krewnych, znajomych i jeszcze odłożyć dla zaoprzjaźnionego wiewióra. Wiewór od lat wie, że właśnie na balkonie czeka na niego zimowy zapasik. I ruda kita, rozpuszczona już jak dziadowski bicz, po prostu pojawia się co rano od późnej jesieni, wybiera orzecha, włazi bezczelnie na gałąź bzu przed kuchennym oknem i drażni moja sukę swoim widokiem. Suka stoi na kanapie pod oknem z łapami na parapecie i przeżywa. Nie tylko to, że rude kiwa jej ogonem przed nosem (choć za szybą), ale i to, że rude żre orzecha. Bo moje psy też uwielbiają łupać skorupy! Wybierają je jak tylko mogą ze skrzyni na balkonie i pochłaniają rozanielone.
To nie wszystko. Zwierzęcy magnetyzm orzechów włoskich działa też na kruki? wrony? Te czarne ptaszyska, które oblegają miejskie trawniki. Owe “wyfraczone” stworzenia od dawna wiedzą, że orzech jest w moim ogrodzie. Zbierają orzechy i rozbijają je o chodnik lub dach domu. Gdy sypnęło śniegiem, wykryły, że na podłogę balkonu nie pada i tam tłuką sobie bakalie!
Patrzcie Państwo ile już gatunków ziemskich istot najada się pokarmem z tego samego drzewa…
Zapytacie, co mają do tego sikorki? I nie dacie sobie wmówić, że też wpadają na orzechy, gdy mróz przyciśnie? No i słusznie, bo one jednak zdecydowanie wolą skrawki słoninki. Ale sikorki – przy okazji sezonowego tematu o dokarmianiu zimowym – posłużą mi jako dowód na przydatność człowieka na Ziemi. Otóż przeczytałam ostatnio w jednej z gazet, że ptaszki te nalezy karmić nie dopiero zimą, gdy słupek rtęci zatrważająco się kurczy, ale już jesienią! Dlaczego? Bo wtedy “owady przechodzą w stan spoczynku”. Jednym słowem, my ludzie powinniśmy czuwać czy owady przeszły już czy nie, i wtedy otwierać stołówki dla sikorek, bo inaczej one sczezną! Wymrą! Wyginą! Padną z głodu!
Po wejściu w stan posiadania tej wiedzy zamarłam – zdałam sobie sprawę, że od pójścia owadów na spoczynek do wiosennej ich pobudki, nawet gdy temperatury są dodatnie, sikorki padają jak muchy! A my głąby myślimy, że dopiero ostre śniegi i mrozy zagrażają ich życiu. Zgodnie z prawdą, jaką wyczytałam w tym roku, gdyby nie ludzie, sikorek nie byłoby na świecie, w którym pojawiają się zimy. To genialne uzasadninie naszego istnienia na planecie!
A może jednak to lekkie przegięcie? Może na szczęście sikorki nie czytają gazet i nie wiedzą, że bez człowieka od jesieni żyć nie mogą? Może myślą, że matka ziemia ma dla nich jeszcze nasionka, które nie przechodzą w stan spoczynku?
Przed daniem ostatecznej odpowiedzi warto przegryźć odrobinę orzechów. Bardzo poprawiają pracę mózgu. A potem owszem, wynieść ptakom jedzonko do karmnika i je (do)karmić.